Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce… o motywacji do pracy

Nawet najlepsze zajęcia, aktywności, wydarzenia nie będą dobre i skuteczne, jeśli cała przysłowiowa para, którą włożymy w ich przygotowanie, pójdzie w gwizdek. Dlatego niezależnie od tematu, który przygotowujemy, warto przyjrzeć się bliżej zagadnieniu motywacji do pracy – tak uczniów, jak i naszej, katechetów. Bo zajęcia, na których brak jest zainteresowania zarówno ze strony dzieci jak i prowadzącego, przypominają dziurawy balonik, przez który wspomniana para śmiało ucieka, pozostawiając bardzo smutny obraz…

Motywacja a system kar i nagród – czy są tożsame?

Za pewne wielu z nas słysząc słowo motywacja kojarzy je automatycznie z korzyścią – konkretnie nagrodą – która zostanie zaoferowana w zamian za wykonanie pewnej pracy. I dość słusznie, bo każdy człowiek lubi i chce być nagradzany! Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zdobycie nagrody (lub uniknięcie kary) staje się celem wszystkich działań edukacyjnych dzieci, a największym zmartwieniem nauczyciela jest… wymyślanie coraz atrakcyjniejszych nagród: bowiem każde wzmocnienie, by działało, musi być coraz intensywniejsze i silniejsze. Dlatego na podstawie własnego doświadczenia chcę zachęcić do ostrożnego korzystanie z tego typu rozwiązań, które opierają się głównie na nagradzaniu i karaniu, to na dłuższą metę nie przynosi tych efektów, których byśmy się spodziewali.

Czy to oznacza, że mamy w nauczaniu (i szerzej – życiu w ogólności) nie stosować wartościowania na dobro i zło, za którym idzie wzmacnianie dobrych postaw przez nagrody a ganienie złych karami? Absolutnie nie! Jako chrześcijanie jasno powinniśmy nazywać dobro i zło. Jeżeli chcemy jednak być świadkami Boga, musi pamiętać, że „Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.” (Mt 5,44n). Miłować mądrze nie oznacza przecież likwidować szkody wraz z uszkodzonym („Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku.” Iz 42,3a), tylko pomaganie w stawaniu się coraz lepszym, czyli coraz bardziej podobnym do Boga. Jeżeli chcę spojrzeć na proces kształcenia całościowo, także z punktu widzenia misji katechezy, muszę wszelkie działania motywacyjne rozpocząć od zadania sobie pytania:

Do czego chcę zmotywować podopiecznych, jaki jest cel moich działań?

Jeżeli chcę doraźnie przekonać dzieci do dobrego zachowania, to wystarczą punkty 2 i 3 z poniższego filmu. Jeżeli jednak chcę, by moi podopieczni wypracowali sobie postawy na całe życie, a nie tylko byli grzeczni na zajęciach, to najlepiej na dłuższą metę stosować punkt 1, a pozostałe tylko doraźnie.

Motywować – tylko jak?

O jakie kategorie motywatorów chodzi? Zapraszam do wysłuchania i obejrzenia.

Taka naturalna motywacja jest tym, w co powinniśmy – kolokwialnie mówiąc – jako nauczyciele „uderzać”. Jeśli przedszkole i szkoła mają przygotować wychowanków do życia, to nie mogą ciągle uczyć tego, że ktoś stanie nade mną z batem i przypilnuje mojej pracy, natomiast za poprawne wykonanie polecenia natychmiast nagrodzi mnie czymś dla mnie przyjemnym (co doskonale obnażyła edukacja zdalna w pandemii, gdy okazało się, że dzieci same nie potrafią się uczyć, a i my poczuliśmy się bez tych narzędzi bezpośredniego wpływu, mocno zdezorientowani) – nawet, jeśli dane polecenie jest dla mnie i mojej codzienności tak nieistotne, że zaraz po zamknięciu zeszytu czy książki wyprę je z pamięci. W szkole muzycznej nie ćwiczymy przecież cały czas gam i pasaży – ćwiczymy je po to, by przejść do etiud, a ostatecznie zagrać swój wymarzony koncert, także po szkole i dla przyjemności. Analogicznie uczenie dzieci samych „ćwiczeniowych” zachowań, potrzebnych tylko jako przygotowanie do tego, co dla nich i ich życia istotne, mija się z celem.

W przedszkolu szczególnie staram się zwrócić uwagę na to, by wzmacniać u dzieci to naturalne, wewnętrzne poczucie radości z uczestnictwa w naszych zajęciach, z adekwatnego zachowania – czyli takiego, które nie utrudnia grupie ani mi prowadzenia katechezy. Zauważam i chwalę każdy przejaw dobra, nie ważne czy dotyczy to tych grzecznych aniołków czy tych, którzy lubią trochę dokazywać.

Przykład: nieraz w tych „trudniejszych przypadkach” na koniec zajęć chwaliłam moich łobuziarską ekpię – która autentycznie starała się, na swoją miarę – za wspaniałą postawę i za to, że było mi tego dnia wyjątkowo miło przyjść do ich grupy, a oni biegli do swojej wychowawczyni wręcz z krzykiem: „proszę pani, byliśmy dziś grzeczni, huraaaa!”. I tak z zajęć na zajęcia, gdy buduje się między nami relacja, motywacja wszystkich stron wzrasta. Każdy w tej sytuacji jest wygrany.

Wymaga to natomiast czasu i cierpliwości, jak wszystko, co ma mieć trwałe efekty na przyszłość. Co zrobić jednak, gdy potrzebujemy dodatkowego zastrzyku motywacyjnego na tu i teraz?

Motywacja dzieci

Dobre i adekwatne dobranie metod i środków motywacyjnych zaczyna się od zapamiętania i stosowania w praktyce zdania:

Dla dziecka nagrodą jest to, co jest nagrodą dla dziecka, nie dla nas!

Znalezienie właściwych nagród bardzo ułatwia pracę. Mniej najbardziej cieszy sytuacja, kiedy nie są one zupełnie konieczne, ale mogę je dzieciom sprezentować jako pamiątki. Lub gdy możemy po prostu razem pośpiewać, zrobić dodatkowe zadanie lub się pobawić.

Przykład: czasami nagrody są naprawdę nieoczywiste dla nas dorosłych. Może to być… możliwość zadawania większej ilości pytań! W takiej sesji Q&A dzieci pytały np. o to czy Noe lubił kiełbasę – kto z Was wpadłby w ogóle na takie pytanie? 🙂

I tu kilka obiecanych słów doprecyzowania do filmu:

Kredki do pieczątek, które polecam z czystym sumieniem, to Maskup firmy Carioca. Przyjemnie pachną, łatwo się zmywają ale nie ścierają, dobrze rysują i podobno sympatycznie „gilgają” (recenzja dzieci). Jeśli chcemy coś bardziej precyzyjnego, to firma Jovi produkuje kredki Make-up, one natomiast szybciej się ścierają. Te dwie pozycje były – moim zdaniem i zdaniem dzieci – najlepsze spośród wszystkich, które wypróbowałam.

Cariocia Maskup – https://www.ceneo.pl/84788320

Jovi Make-up https://www.ceneo.pl/28487301;pla#tab=click

Zaletą takich pieczątek jest unikalność, ich hipoalergiczność, nieskończona ilość możliwości wykorzystania i fakt, że starczają naprawdę na długo.

Jeżeli chodzi o drewniane pieczątki, to po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „drewniane stemple dla dzieci” lub „pieczątki dla nauczyciela” wyskoczy nam całe mnóstwo propozycji wzorów i kolorów. Osobiście zaopatruje się w taki rzeczy w lokalnym sklepie dla plastyków.

I dziurkacze ozdobne (inaczej stemple do wycinania papieru), przydatne także przy tworzeniu kartek, pocztówek, laurek, ozdób. Dostępne w księgarniach, sklepach dla plastyków lub Internecie https://www.dpcraft.pl/47-dziurkacze-ozdobne/

Motywacja dorosłych

Jednak psu na budę nawet najwspanialsze nasze pomysły, jeśli my sami nie będziemy zmotywowani do swojej pracy! A wbrew pozorom poświęcamy temu za mało uwagi. Pominę tutaj świadomie kwestię motywacji katechety – myślę, że każdy z nas ma własne powody wykonywanej misji, z Tym Najważniejszym na czele – a podzielę się moimi sposobami motywacji jako nauczyciela po prostu (pominę czekanie na koniec dnia, weekend, ferie czy wakacje).

Relacje, relacje, jeszcze raz relacje! – właściwie na każdym poziomie pracy najważniejszym motywatorem były dla mnie relacje międzyludzkie. Przede wszystkim te z uczniami, mniejszymi i większymi. To one powodowały, że chętnie wchodziłam do budynku szkoły/przedszkola, lub też moja motywacja mocno słabła na myśl o konkretnej grupie. Warto o nie po ludzku dbać, bo wtedy nawet w gorsze dni praca potrafi być przyjemna. Wiedza, którą nabywają nasi podopieczni jest większa, a proces kształcenia – efektywniejszy. Poczucie bycia częścią grupy, wspólnoty, jest i celem i narzędziem, i naturalną nagrodą dla każdego jej członka.

Praca musi mieć sens – koszmarem każdego nauczyciela jest bezsensowna praca, kiedy ani nauczane treści nie mają sensu, ani efektów nauczania zbytnio nie widać. Warto zweryfikować, co „nie gra” w naszych zajęciach, skoro sami odbieramy je jako bezsensowne? Uczniowie nie chcą się uczyć, chociaż temat jest naszym konikiem? Może warto zmienić metodę. Temat mi nie leży, a jestem zobligowany go zrealizować? Może nie wszystkie podpunkty są konieczne, a można przy okazji „liznąć” czegoś innego, co jest dla mnie fascynujące? Wszystko danego dnia nie idzie tak, jak powinno? A może to kwestia jakiś czynników niezależnych od nas – pogoda, wydarzenia w szkole/przedszkolu, zdrowie – i wtedy nie muszę się samobiczować tylko przyjąć i wyciągnąć wnioski? Pamiętajmy, że intencje są równie ważne jak efekty – nie zawsze te ostatnie będą na medal. Ważne, żeby te pierwsze były zawsze przynajmniej na podium.

Uśmiech – nawet, jeśli cały system edukacji czy atmosfera danego miejsca zawodzi, mnie osobiści do pracy zawsze motywuje… uśmiech. Szczególnie dzieci, ale także koleżanek i kolegów z pracy czy rodziców. Nawet przy bardzo złym dniu, wielkiej niechęci, nie chce zawieść moich milusińskich i staram się wykrzesać z siebie maksimum siły i entuzjazmu pamiętając, że żmudnie budowane zaufanie i wspólnotę łatwo zepsuć jednym złym posunięciem, a dużo trudniej odbudować. Lepiej pielęgnować już wyhodowaną roślinę niż czekać na wzrost nowe, bo starą, zaniedbaną, musieliśmy wyciąć. Ta zasada sprawdza się także w edukacji.

Ale tak naprawdę trzeba sobie po prostu postawić pytanie: co jest nagrodą DLA MNIE? I starać, w sytuacja kryzysowych, o niej pamiętać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s